-Trzymaj mnie.
Nie wiedziałam, że drzewa z takiej wysokości mogą wyglądać ładnie. Jeszcze gdy by była mgła to było by jeszcze piękniej. I ten lot był jeszcze z Hitachi'm...
-Podobało ci się?- zapytał na koniec
-Tak... - szepnęłam
-Co takiego?
-Tak.- powiedziałam głośniej- Wiesz, co... Kocham cię. Jesteś piękny i taki męski...
<Hitachi?>
sobota, 31 sierpnia 2013
Riaan poszła na wyprawę
Riaan idzie na wyprawę - Góry . Dzięki Eliksirowi Szybkości Riaan wróci za jeden dzień, a nie trzy. Ma szansę zdobyć Eliksir miłości, 100-150 monet i 120 punktów odwagi. Wróci 1
września o 12.00
września o 12.00
Susan poszła na wyprawę!
Susan poszła na wyprawę - Wodospad . Ma szansę zdobyć Talizman Wody i 80 monet. Wróci o 13.50.
Od Susan i wyprawa
-To nic. Tylko mała sprzeczka. To
znaczy...- zaczęłam, ale nie miałam odwagi skończyć.- To znaczy...
Riaan! Nie mogę! Można Ci zaufać?
-Jasne, że można. Jesteś moją małą siostrzyczką.
-Ja... Ja zapuściłam się do miasta.
Riaan siedząca na kamieniu spadła z niego i spojrzała na mnie jak na wariata.
-Do miasta?! Oszalałaś?!
-Nie! Nie oszalałam!- czułam jak kumuluję się we mnie złość.- Kiedy wybrałam się tam, myślałam, że znajdę coś pożytecznego. Niestety, trafiłam w złą uliczkę i bezpańskie wilki zaatakowały mnie. Nie udało mi się uciec. Jeden wgryzł mi się w brzuch.- spojrzałam na wielką plamę krwi.- Reszta zaczęła zwiewać, bo przyszedł "hycel" czy coś w ten deseń. On zaś przestraszył się mnie i uciekł, ale jego siatka spadła na mnie. Nie mogłam się uwolnić i zwichnęłam sobie łapę...- widziałam jak siostra mierzy mnie wzrokiem. Chciałam się schować i przepłakać to co się stało, ale nie mogłam. Była jeszcze jedna rzecz o której jej nie powiedziałam, ale za bardzo bałam się jej reakcji.
-Na jasną Makennę! Kochanie!- mocno mnie uściskała.- Dobrze, że to nie były bezdomne wadery, inaczej już byś nie żyła.
~~~~~~~~~~
Po długim dumaniu nad sensem życia musiałam już iść. Jestem całkiem biedna i muszę coś wymyślić.
Susan idzie do Wodospadu.
-Jasne, że można. Jesteś moją małą siostrzyczką.
-Ja... Ja zapuściłam się do miasta.
Riaan siedząca na kamieniu spadła z niego i spojrzała na mnie jak na wariata.
-Do miasta?! Oszalałaś?!
-Nie! Nie oszalałam!- czułam jak kumuluję się we mnie złość.- Kiedy wybrałam się tam, myślałam, że znajdę coś pożytecznego. Niestety, trafiłam w złą uliczkę i bezpańskie wilki zaatakowały mnie. Nie udało mi się uciec. Jeden wgryzł mi się w brzuch.- spojrzałam na wielką plamę krwi.- Reszta zaczęła zwiewać, bo przyszedł "hycel" czy coś w ten deseń. On zaś przestraszył się mnie i uciekł, ale jego siatka spadła na mnie. Nie mogłam się uwolnić i zwichnęłam sobie łapę...- widziałam jak siostra mierzy mnie wzrokiem. Chciałam się schować i przepłakać to co się stało, ale nie mogłam. Była jeszcze jedna rzecz o której jej nie powiedziałam, ale za bardzo bałam się jej reakcji.
-Na jasną Makennę! Kochanie!- mocno mnie uściskała.- Dobrze, że to nie były bezdomne wadery, inaczej już byś nie żyła.
~~~~~~~~~~
Po długim dumaniu nad sensem życia musiałam już iść. Jestem całkiem biedna i muszę coś wymyślić.
Susan idzie do Wodospadu.
Od Riaan
Po trudnym polowaniu wróciłam do jaskini i zaczęłam marzyć. Nie o Susan,
nie o mojej rodzinie która jeszcze gdzieś w świecie istnieje. Myślałam o
szczenięciu. Zawsze odkąd pamiętam chciałabym być matką. Kupiłam u
zielarza Kwiat Szczeniąt, ale nie jestem pewna, czy to zadziała. Nagle
do jaskini wpadła Susan.
-Riaan! Ratuj!
~~~~~~~~~~
Po krótki i nie zwięzłym wytłumaczeniu mojej siostry szybko pobiegłam po skórę zająca i okryłam jej ranę.
-Mówisz, że Cię goniono, tak?- spytałam.
-Tak, ale ty nic na to nie poradzisz.
-Może chociaż powiesz kto?
-Ktoś z innej watahy. Jakiś młody basior. Dość mały. Mniejszy ode mnie.
-Nic dziwnego.- uśmiechnęłam się.- To ty jesteś dość duża. Posłuchaj, nie masz jakiś szczególnych obrażeń, ale skąd ta krew na brzuchu?- spojrzałam na sporą palmę krwi na jej sierści.
Susan?
-Riaan! Ratuj!
~~~~~~~~~~
Po krótki i nie zwięzłym wytłumaczeniu mojej siostry szybko pobiegłam po skórę zająca i okryłam jej ranę.
-Mówisz, że Cię goniono, tak?- spytałam.
-Tak, ale ty nic na to nie poradzisz.
-Może chociaż powiesz kto?
-Ktoś z innej watahy. Jakiś młody basior. Dość mały. Mniejszy ode mnie.
-Nic dziwnego.- uśmiechnęłam się.- To ty jesteś dość duża. Posłuchaj, nie masz jakiś szczególnych obrażeń, ale skąd ta krew na brzuchu?- spojrzałam na sporą palmę krwi na jej sierści.
Susan?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)