sobota, 31 sierpnia 2013

Od Susan i wyprawa


-To nic. Tylko mała sprzeczka. To znaczy...- zaczęłam, ale nie miałam odwagi skończyć.- To znaczy... Riaan! Nie mogę! Można Ci zaufać?
-Jasne, że można. Jesteś moją małą siostrzyczką.
-Ja... Ja zapuściłam się do miasta.
Riaan siedząca na kamieniu spadła z niego i spojrzała na mnie jak na wariata.
-Do miasta?! Oszalałaś?!
-Nie! Nie oszalałam!- czułam jak kumuluję się we mnie złość.- Kiedy wybrałam się tam, myślałam, że znajdę coś pożytecznego. Niestety, trafiłam w złą uliczkę i bezpańskie wilki zaatakowały mnie. Nie udało mi się uciec. Jeden wgryzł mi się w brzuch.- spojrzałam na wielką plamę krwi.- Reszta zaczęła zwiewać, bo przyszedł "hycel" czy coś w ten deseń. On zaś przestraszył się mnie i uciekł, ale jego siatka spadła na mnie. Nie mogłam się uwolnić i zwichnęłam sobie łapę...- widziałam jak siostra mierzy mnie wzrokiem. Chciałam się schować i przepłakać to co się stało, ale nie mogłam. Była jeszcze jedna rzecz o której jej nie powiedziałam, ale za bardzo bałam się jej reakcji.
-Na jasną Makennę! Kochanie!- mocno mnie uściskała.- Dobrze, że to nie były bezdomne wadery, inaczej już byś nie żyła.
~~~~~~~~~~
Po długim dumaniu nad sensem życia musiałam już iść. Jestem całkiem biedna i muszę coś wymyślić.

Susan idzie do Wodospadu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz