-Ja? Nic, po prostu...- zauważyłam, że Riaan już nie ma.- Ech, już
powiem. Dzisiaj bardzo wcześnie rano wyszłam z jaskini na spacer.
Zauważyłam na niebie mały czarny punkt poruszający się bardzo szybko w
naszym kierunku.
-Naszym czyli?
-Ogólnie watahy. No i nie wiem jakim cudem, dostałam skrzydeł. Szybko do
niego podleciałam, ale jak byłam już na wysokości choinki nagle znikł.
-Tak po prostu?- zapytała ze zdziwieniem Luna.
-Dokładnie. Kiedy już uświadomiłam sobie, że mam lęk wysokości skrzydła
znikły i zaczęłam spadać. Dobrze, ponieważ spadłam obok jaskini.
Wilczyca zastanawiała się chwilę, po czym zapytała.
-A ten krzyk? Riaan mówiła, że słyszała krzyk.
Poczułam się nie swojo. Nie chciałam się przyznać, ale to było mocniejsze ode mnie.
-Bałam się, że zrobię coś Riaan lub innym.- zasłoniłam twarz i poczłapałam do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz